piątek, 22 sierpnia 2014

Spadek

„Oświadczam, że przyjęłam spadek po matce mojej…” zwracam się z uprzejmą prośbą o…, zaświadcza się , że w/w obywatel.. ze skutkiem natychmiastowym…


Słowa, słowa, potoki urzędowego bełkotu. Tyle mi pozostało w tym spadku. Pieczołowicie nagromadzone przez pokolenia papiery. 
Akty urodzenia, chrztu, świadectwa szkolne, przedszkolne, egzaminy dojrzałości z życia, umowy o prace i jej rozwiązania, przydziały i akty notarialne, sprawozdania komisji likwidacyjnych i rozjemczych, wypisy i oryginały. Pożółkłe, nadgryzione zębem czasu. Kiedyś pracowicie składane i wygładzane drżącą ręką przydziały na "łózko, umywalkę z lustrem i dwie „szafeczki nocne” jako mienie poniemieckie. Trzy żyrandole, w tym pięcioramienny."
Gdzie on teraz? W Bielsku…? Wisi już? Spogląda na nowy dom, zadziwionym nagla odmiana losu…70 lat wisiał nad jednym tylko pokojem, widział jego wzloty i upadki, narodziny, wyprowadzki, uniesienia i zgony…   
Nawet jego zdjęcia nie mam, ale po co mi ono?..! Nawet gdyby ze mną został, pokonał te drogę do dalekiej Francji, czy w jakikolwiek sposób przywróciłby nieodwracalne?.. .
Odeszli wszyscy,  zmiótł ich pyl, wiatr życia, jest tylko tu i teraz. 
Male i kochane, śpi obok mnie, grzeje ciepłą główką mój łokieć, a ja usiłuję go ignorować, by niby uzyskać chwile „dla siebie”.
A przecież tylko on jest realny, nie ta zaprzeszła historia, świszcząca pustka przeszłości w uszach pamięci…
Ale może jeśli te świsty i pomruki w sobie uporządkuję, może będzie mi lżej?...


Zostały tylko papiery, ale jak cenne… tyle w nich zaklętych strachów, dreszczy, uniesień niedopowiedzianych smutków, cierpień.. uczuć, emocji.

czwartek, 15 maja 2014

Książki


Trudno jest wracać do domu rodzinnego, który opuściło się definitywnie...
Każdy z nas marzy o niezależności, od kiedy przychodzi pierwsze pragnienie zbuntowania się. Niektórzy robią to już, gdy tylko zaczną raczkować czy też stawiać pierwsze kroki  - ach ! wyrwać się z maminych rak i pójść w nieznane, w "czeluść korytarza" całkiem SAM!! Albo spakować jak Mikołajek swoje zabawki i wyruszyć w świat daleko od mamy i taty, żeby zatęsknili, pożałowali surowości, zakazu, pouczenia...tak, dopiec im tym odejściem, tak!
Pragnienie niezależności rodzi się w nas już na naszym życiowym starcie. Aż wreszcie przychodzi ten upragniony dzień, dla niektórych jeszcze bardzo młodych, dla niektórych - np dla mnie - już starszych, oswojonych wydawałoby się z ta wolnością, niezależnością... Upojeni szczęściem tak długo oczekiwanym nie zdajemy sobie sprawy, że tęsknić będziemy do chwil podległości, kiedy
wszystko było prostsze, czarno-białe. To o czym marzę- dobre, czego ode mnie wymagają - złe.

Wędruję po wyrytych w pamięci metrach kwadratowych, w których toczyło się kiedyś moje życie, a z każdego kąta wyzierają upiory zamierzchłych smutków i radości.
Jakieś zdjęcie upamiętniające wręczanie nagród..na nim Mama w białej bluzce (ha! to moja bluzka! pożyczyła sobie na te okazje...) uśmiecha się do niekreślonego zupełnie jegomościa, który z socjalistycznym pozdrowieniem wręcza jej medal za dobra prace... . Mama ma uśmiech smutny, nieodgadniony.



Książki. Niegdyś przewracałam ich kartki z wypiekami na twarzy, wydawałam każdy pieniądz, by mieć te kolejna arcyważną pozycje w swym księgozbiorze. Stoją zakurzonymi rzędami na półkach, nie otwierane, za ciężkie na przenosiny setki kilometrów stąd. Świadkowie nocnych wzruszeń, bo wszak nocą czyta się najlepiej. Dotykam ich brzegów, setny raz wybierając, która podąży ze mną na wygnanie. Ale co ona tam pocznie, na tej obcej ziemi, dla której emocje, jakie wywołują zapisane w nich strony, są zupełnie obce? Kto je tam będzie czytał? Przypominam sobie rzędy książek w naszej malej prowincjonalnej bibliotece, w głębi pikardyjskich lasów. Nie ma tam żadnej z pozycji, którą posiadam. Ale nie ma też tu na nią żadnego zapotrzebowania. Horyzonty Kultury, towarzystwo, które opiekuje się księgozbiorem, nie dostrzega dzieł poza literaturą francuską, no chyba że kryminały... Takie to horyzonty ma kultura za górami za lasami...

Słowa te napisałam niecały rok temu.
Chciałam je w sobie wtedy uporządkować, a tu proszę...
Życie mnie znów zaskoczyło.
Nie ma już domu, po którym wędrowałam z nostalgią, bezpiecznego miejsca, które odrzucało i przyciągało jednocześnie.
Na ulicy, która dawniej była tak przyjazna, że każdy kamień, drzewo i człowiek spotkany wydawał się rodziną, stoi kamienica, która jest dla mnie teraz otwarta raną. Idąc na cmentarz, wybieram drogę, która nie pozwala, by oko spoczęło na jej kamiennej sylwetce...
Pustka. Sterta pożółkłych papierów i kartonów w cudzych piwnicach.  Rzeczy powyrzucanych na chybił trafił zostawionych tysiąc kilometrów stąd, bez większej nadziei na sensowne ich zastosowanie.
Ale zaczęłam o książkach... Rozeszły się na wysypisku śmieci, jak świeże bułeczki...ile to? 200 kg czy 500 wyniósł na plecach pewien pan.


niedziela, 3 listopada 2013

Wędrowanie

Wędrowanie. Po zamkach, lasach, polach, dolinach i górach, nad morza, po muzeach, galeriach sztuki i handlowych, po ulicach miast i miasteczek, po własnych i cudzych wspomnieniach, po światach odległych, bliskich i wymyślonych, książkowe, filmowe, kulturowe, teatralne, krajoznawcze, gastronomiczne... Wszyscy lubią. A może nie wszyscy?
 Nie, nie wszyscy... Niektórzy wolą spokojny kąt. Stałe godziny, stałe zajęcia, żadnych nowości, chyba że z promocji.
Rutyna mnie dusi, przygniata, spokój męczy...
Lubię wszystkie wędrówki - również te, które kończą się za zakrętem mojej ulicy, choć oczywiście być może ciekawiej jest za drugim, trzecim a może za tym, do którego dolecieć można tylko niezbyt tanimi liniami lub trzeba odpowiedzieć  na zagadki godne tych zadawanych przez sfinksa. Uciekam?... Czy poznaje?.. Pewnie obie odpowiedzi są prawidłowe.

czwartek, 17 października 2013

Omiatając pajęczyny



Chodzę po domu i omiatam pajęczyny.

Cienkie, efemeryczne nitki, których nienawidzą komary, muchy
i gospodynie domowe.
Chwytają w sieć zależności od szmaty i rutyny, oblepiają dłonie, pozostawiając uczucie nieczystości. Gdy je zetrzesz, znikają tylko na chwilę, której potrzebuje pająk, by uwić na nowo swą sieć. Im bliżej natury mieszkasz, tym bardziej musisz się do pajęczyn przyzwyczaić, bo latem może się zdarzyć, że w miejscu najbardziej przez domowników uczęszczanym, np. przy kuchence gazowej, przy której spędzasz długie, znienawidzone godziny, przed twoim nosem zacznie się opuszczać na cieniutkiej lince małe stworzonko.. A wtedy z cała jasnością dociera do ciebie fakt, że świat ignoruje ostentacyjnie twoje wysiłki prowadzące do udowodnienia (samemu sobie w sumie), że działania które wciąż wykonujesz, nie mają nic wspólnego z karą, jaka spotkała Syzyfa. Bo przecież nie uczestniczyłaś w ucztach bogów, nie podkradałaś ambrozji, nie plotkowałaś o ich intymnych tajemnicach...
Nie?...czyżby?... czekaj, czekaj... a czyż błogość, jaką odczuwasz, gdy dotyka cię ukochany, nie jest równa olimpijskim rozkoszom? Czy zagłębiający się ufnie w twoje ramiona ten, którego wydałaś na świat, nie dodaje ci sił, gdy zmagasz się z życiem? tak jak ambrozja dodawała sił nieśmiertelnym?
Boginią nie jestem, nikomu niczego nie ukradłam, chyba że te rzadkie chwile nazywane szczęściem..
To za to ta kara? Tym zawiniłam?
A może to nie kara, tylko tak zwane: c'est la vie...
Taak... pajęczyny przypominają o nieustannej konieczności czuwania, by nie zardzewieć, nie pokryć się kurzem, nie zgnuśnieć w sobie.
Dręczą mnie pajęczyny wspomnień. Jak je z siebie usunąć? ...

środa, 16 października 2013

Zakręt

                                                                     Wszyscy już to przede mną wiedzieli.
Przede mną?  No tak… . W końcu świat nie zaczął się wczoraj, ani w dniu moich narodzin. Tak się wydaje młodemu człowiekowi, który odkrywa prawdy już setki, co ja mowie, biliardy, triliardy razy odkryte.
Obserwuję te odkrycia na moim synku, te zachwyty chłonnego młodego umysłu: 
Najpierw odkrywa się np. kopary, potem dinozaury, potem kosmos, potem - że można się dobrze bawić bez rodziców, a potem, że właściwie  g w a r a n c j ą  dobrej zabawy jest to, by ich nie było w pobliżu i nie wiedzieli, co robimy… .
Później człowiek baranieje z miłości dla jakiejs/jakiegos  jedynej/jedynego i znów wydaje nam się, że  t a k jeszcze nigdy, nigdzie i nikt!
Są tacy, którzy odkrywają, że to czego się nauczyli w szkole, na studiach, w domu przydaje im się do zdobycia  środków do życia, do wymoszczenia sobie w tym życiu wygodnego miejsca.  
A wtedy czuje się jak heros, jak ten, który napił się ze studni wiedzy i dzięki temu ma jedynie słuszną receptę na to Życie.
Niektórym nawet udaje się w takim przekonaniu dożyć późnej starości. Choć zaczynam wątpić w to, że takie życie, jako pasmo odkryć receptury na miłość, rodzinę, dobrą pracę i przyjaźń bez zakrętów i zawirowań jest możliwe.
Na Zakręcie znajduje się w jakimś momencie każdy, tylko niektóre losy są bardziej pozakręcane a inne mniej.  A może inaczej –  to z zewnątrz ich życie wygląda na mniej lub bardziej wyprostowane.
Jedni przerażą się brakiem perspektyw,  pozostaną w miejscu, nie wychylą nosa za załom skały w przekonaniu, że tam już tylko przepaść  i skoro tak znośna droga, którą się dotychczas szło, zakończyła się skalistą  ścianą – to trzeba tej ścianie ulec i najlepiej założyć gniazdo w tym miejscu pod skałą i broń Boże się za nią nie wychylać. 
Inni jednak pójdą dalej, mimo ewidentnego ryzyka, postawią wszystko na jedną kartę i – wygrają albo przegrają – zależy od tego, jak grząski czy stromy  jest grunt za ścianą i w jakie wyposażyli się umiejętności.
Co lepsze?  Iść, ryzykując to, co się jeszcze ma, czy pozostać w miejscu? 
W ciepłym grajdołku, w znanym już błotku pod ścianą?…
Czym jest więc  Z a k r ę t?
 Utratą uzyskanej pewności,  że się wie, dokąd się zmierza. Przestaje się widzieć cel, widać jedynie skałę lub, co gorsza, przepaść. Nie wiadomo, czy tuż za nią droga będzie się wiła łagodnie czy wręcz przeciwnie – zażąda  od wędrowca wspinaczki po ostrych kamieniach raniących stopy i kolana, całe ciało. Nie wiadomo, czy starczy sił na jego pokonanie, na mozolne odnalezienie zanikającego traktu.
 Jak można iść dalej? Jak można podjąć wędrówkę po śmierci ukochanej osoby, dziecka, odejściu partnera? Jak można nie ulec zwątpieniu, skoro ostatnie pięć czy dwadzieścia lat okazało się pomyłką, inwestycją bez wzrostu, skoro straciło się wszystko w kilka chwil i nieważne czy z własnej, czy czyjejś czy w ogóle - bez jakiejkolwiek winy. Straciło się, bo nadszedł  k r y z y s, który dotyka wszystkich i miażdży jak walec ludzkie marzenia, dążenia, wartości.

Wiedzieli to już przede mną wszyscy.

A ja myślałam, że nie stanę na Zakręcie, że tyle mam ich za sobą, że cel, który widzę na horyzoncie osiągnę teraz już bez większych problemow.  Że już wiem jak sobie radzić. Tymczasem mój widnokrąg znów zasłonięty, widoczność słaba.  Jedyne, co czuję, to strach o to, że nie odnajdę ścieżki… I niechęć przed powtarzaniem tego, co już tyle razy w tej drodze robiłam w nadziei, że tej ceny Życie nie każe mi płacić raz jeszcze.
Już tu byłam… miałam 18 lat i nie wiedziałam, co robić po maturze. Już tu byłam. Miałam 24 lata,potem 34, po 40 i znów! Ile razy tak jeszcze?! To właśnie na tym polega?! To - życie?!

sobota, 11 czerwca 2011

Ciepłe noce




Gadanie. Wszechstronne, nieustanne  gadanie. Gadanie cykad, sąsiadów na balkonie, sąsiadów w ogrodzie, gadanie głów w telewizji.  W ciepłe noce nie ma ciszy.
Nawet autostrada gada głośniej niż zwykle.
Gadanie we mnie. Nieustanne. Głowa sześć na dziewięć : Co jutro na obiad? Co zrobić? Jak wybrnąć z tej sytuacji? Co powiem, jak się wytłumaczę? Czy komary nie pogryzą śpiącego w pokoju dziecka? Dlaczego tu nie przyjdzie? W czym ciekawszy jest ekran ode mnie? Przecież skacze tylko po kanałach i nigdzie sie nie zatrzymuje...czego szuka? Na pewno  nie mnie...Jestem tuż obok, na wyciągnięcie ręki, słowa, oka... A jeśli  szuka nie mnie, to czego i kogo?...

Jak wyglądały ich ciepłe noce? 
Tych sprzed telewizji  i komputerów? Czy równie samotne? Czy wtedy siedziałabym też wsłuchana w gadanie cykad i głosów lasu?...
Wsłuchana bezowocnie, bo w tym szumie głosów nie ma tego jedynego, przeznaczonego tylko dla mnie... . Tak bliskiego, na wyciągnięcie ręki, ucha, oka... Jest na drugim biegunie, miliony kilometrów stad. W drugim pokoju.